Dramatyczna relacja żony zmarłego pacjenta poruszyła opinię publiczną. Kobieta opowiedziała o wydarzeniach z 30 kwietnia, kiedy jej mąż został przyjęty do szpitala. Jak podkreślała, od lat zmagał się on z poważnymi chorobami, a przekazana lekarzom dokumentacja zawierała szczegółowe informacje o przebytych zabiegach i przyjmowanych lekach.
- „Lekarz cały czas powtarzał, że czeka na wyniki i konsultację laryngologiczną. W teczce były wszystkie informacje, także o lekach rozrzedzających krew, które mogły powodować krwawienie z nosa” – mówiła.
Według jej relacji, mąż spędził na szpitalnym oddziale ratunkowym kilka godzin. Dopiero po zatrzymaniu krążenia został przewieziony na oddział intensywnej opieki medycznej.
Wdowa nie ukrywała żalu. Jak zaznaczyła, jej zdaniem zawiódł nie tyle system, ile konkretne decyzje podejmowane przez ludzi.
- „Jeżeli przez trzy i pół godziny tak ciężko chory pacjent nie ma wykonanych podstawowych badań, mimo że cała dokumentacja była dostępna, to ktoś popełnił błąd” – powiedziała.
Kobieta podkreśliła, że nie zabiera głosu po to, by szukać winnych, lecz aby zwrócić uwagę na problemy funkcjonowania SOR-ów.
- „Mężowi życia już nie zwrócimy, ale chciałabym, żeby ktoś pochylił się nad tym problemem i zaczął ratować ludzkie życie” – mówiła.
Jednocześnie zaznaczyła, że ma bardzo dobre doświadczenia z lekarzami oddziału kardiologicznego, którzy wielokrotnie pomagali jej mężowi. Szczególnie bolesny okazał się dla niej sposób przekazania informacji o jego śmierci.
Wypowiedź kobiety wywołała dyskusję na temat organizacji pracy szpitalnych oddziałów ratunkowych, jakości opieki medycznej oraz komunikacji z rodzinami pacjentów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze