„Rewolta” golińskich dzieci i dalsza historia rodziny Balcerzaków
Większość Polaków słyszała pewnie o strajku dzieci wrzesińskich, a także o udziale najmłodszych w powstaniu warszawskim. Czy zaskoczę Państwa, jeśli powiem, że do podobnych wydarzeń, choć na znacznie mniejszą skalę, doszło w pobliskiej Golinie? O tej niezwykłej historii jak i o dalszych dziejach rodziny Balcerzaków w niniejszym artykule.
Franciszek Balcerzak, mieszkając w Golinie, oczywiście nie mógł chodzić do szkoły. Czas, który mógł przeznaczyć na naukę „zastępowała” mu praca fizyczna na rzecz okupanta. Wraz z czterdziestoma innymi dziećmi był zmuszony czyścić cegły po zniszczonej przez Niemców świątyni w Golinie. Małoletnich pilnował zarządca, niegdyś pracujący u dziedzica pobliskich Kawnic, znęcający się fizycznie nad nimi. Któregoś dnia nieznany z imienia 12-13 - letni chłopak postanowił rozprawić się z nadzorcą. Wymyślił więc pewien plan. Rozdzielił rówieśników na dwie grupki. Jedna, uzbrojona w kamienie i kije, poszła na cmentarz, a druga, również wyposażona w niezbędną „broń”, znajdowała się w pobliskich ruinach. Gdy przyszedł zarządca grupa z dawnej świątyni zaczęła go gonić i rzucać w niego kamieniami. Nadzorca uciekł na cmentarz, lecz tam został zaatakowany i pobity przez drugi zespół. Po skończonej akcji młody Balcerzak opowiedział swoim rodzicom o „wybryku”. Zmartwieni postanowili, że wyślą go na jakiś czas do siostry Kazimiery, mieszkającej blisko Kazimierza Biskupiego. Po dwudniowym pobycie u ciotki, wyruszył w dalszą drogę. Nie miał jednak zamiaru, przynajmniej na jakiś czas, wracać do domu, gdzie, oprócz rodziców, zastałby również głód.
Przechodząc przez Kowalewo (wioskę zamieszkałą przez Niemców) natknął się na dobrze mówiącego po polsku gospodarza o nazwisku Zygar (?), który zaoferował mu nocleg i pracę. Do przybysza uśmiechnęło się szczęście: natknął się bowiem na dobrego człowieka. Młody Balcerzak nie głodował u niego (nie to co wielu innych Polaków pracujących przymusowo u bauerów). Niemiec wyrażał troskę nie tylko o niego samego, lecz również o jego rodzinę. Pożyczył mu swój rower i powiedział, żeby pojechał do rodziców i poinformował, że nadal żyje i nic mu nie jest.
Warto wspomnieć o tym, że Zygar, oprócz dobrego serca, miał też specyficzne poczucie humoru. Niemiec uczył swoją żonę języka polskiego, jednak wplatał do wypowiedzi pewne polskie wulgaryzmy. Żona, nieświadoma znaczenia wszystkich zapamiętanych słów, zwracając się do parobków, wtrącając do zdań wulgarne wyrazy. Jej niezręczne wypowiedzi kończyły się salwą śmiechu polskich pracowników i ich niemieckiego gospodarza.
Po roku czasu Franciszek Balcerzak wrócił do Goliny. Okazało się, że żaden z hitlerowców nie szukał go po dziecięcej „rewolcie”.
Któregoś dnia jego matka dowiedziała się, że mieszkająca na „Dołkach” (dawna nazwa południowo-wschodnich peryferii Goliny, znajdujących się na obszarze obecnej ulicy 1 Maja) samotna pani Delegowska powiesiła się. Nie tracąc czasu wyruszyła do niemieckiego burmistrza, aby poprosić go o przyznanie domu po Delegowskiej jej rodzinie. Nowy budynek był w lepszym stanie niż ten poprzedni. Dodatkowo znajdował się przy nim ogródek, który pozwolił Balcerzakom hodować i spożywać, niedostępne dla nich przez wiele miesięcy, warzywa i owoce.
Nowe mieszkanie oczywiście nie pozwoliło Balcerzakom zapomnieć o trudnościach. Niemieccy cywile z magistratu od czasu do czasu przychodzili do domu, żeby bić starszego Franciszka Balcerzaka. Do niezasłużonej „kary” dochodziło z błahych powodów, jak np.: niestawienie się w pracy z powodu choroby, a nieraz nawet bez jakiejkolwiek przyczyny…
Przemoc ze strony okupanta nie dotykała tylko dorosłych, ale również dzieci. Pewnego dnia najstarszego syna Franciszka Balcerzaka zaczepił nastolatek z Hitlerjugend. Hitlerowiec zaczął go popychać i szturchać kijem. W pewnym momencie Balcerzak nie wytrzymał i uderzył go pięścią w twarz i natychmiast, po oddaniu ciosu, uciekł z miejsca zdarzenia. Pech jednak chciał, że rok później napotkał tego samego nastolatka w towarzystwie 25-letniego Niemca. Na domiar złego młody hitlerowiec rozpoznał go. Balcerzak musiał więc uciekać. Na szczęście uratował go zamarznięty staw, po którym przeszedł bez problemu, za to naziści bali się na niego wejść. Skonsternowani zrezygnowali z dalszego pościgu.
Z każdym kolejnym miesiącem zbliżał się kres wojny, ale nie samej okupacji. Pałeczkę po nazistach przejęli komuniści, jednak o tym w kolejnym artykule.
Tak obecnie wyglądają z góry „Dołki”
Źródła:
- Relacja ustna Andrzeja Balcerzaka z Melbourne (Australia), oparta na nagranych wspomnieniach jego ojca Franciszka Balcerzaka, zebrana przez Łukasza Rewersa w sierpniu 2021 roku.
Komentarze