Stopniowe opanowywanie od 1944 r. polskich miast przez Rosjan przynosiło ze sobą falę radości jak i niepokoju. Z jednej strony cieszono się z przepędzenia Niemców, z drugiej strony odczuwano obawę przed zbrodniami komunistów. Mało kto wtedy zdawał sobie sprawę, że posuwający się front oraz zakulisowe działania konferencji jałtańskiej przyniosą ze sobą cierpienie i śmierć dla wielu Polaków, walczących zbrojnie po wojnie z nowym okupantem, jak i również pokojowo podczas masowych wystąpień.
21 stycznia 1945 r. w godzinach porannych Golina została opanowana przez setki niemieckich żołnierzy, uciekających przed zbliżającym się frontem. Żołnierze ci, zapewne z obawy przed Rosjanami, odnosili się nieco łagodniej do miejscowej ludności. Byli nawet skłonni dzielić się jedzeniem. Pewien Niemiec zawołał wałęsającego się po ulicy młodego Balcerzaka, ponieważ chciał mu dać zupę do zjedzenia. Chłopak jednak odmówił. Rozwścieczyło to hitlerowca, który zaczął mierzyć z karabinu do Balcerzaka. Na szczęście nie oddał strzału.
Następnego dnia, w niedzielę, Golina opustoszała. Panujący wówczas spokój został niestety szybko zmącony przez czołgi Armii Czerwonej. Na drogach była masa czołgów oblepiona żołnierzami. Czasami, podczas podróży, żołnierzy zaspali i spadali z wycieczenia z czołgu pod gąsienice następnych. Nie przerwany sznur broni, czołgów, samochodów i dziesiątki tysięcy wojska pędził na zachód. Mówiono że do wieczora sowieci okrążyli Poznań. Wojsko które wchodziło do Goliny po rozkazie “spocząć’ padało jak stało z wycieczenia.
Rosjanie, po opanowaniu Goliny, zaczęli od nowa tworzyć lokalną administrację. Uformowano na przykład przymusowe drużyny robotnicze składające się z niemieckich jeńców. Ich zadaniem było uporządkowanie miasta i jego okolic z porzuconych i zamarzniętych ciał Niemców. Ciekawostką jest to, że do usuwania rozjechanych przez czołgi ciał, oddziały wykorzystywały kilka dużych drzwi z budynków gospodarskich, na które wrzucali zmiażdżone i wgniecione w ziemię narządy oraz kości. Zmarłych chowano w poniemieckich dołach obronnych na terenie lokalnego targowiska. Akcja oczyszczania miasta, i jego okolic, trwała 3-4 dni.
Opanowanie Goliny przez Rosjan nie uspokoiło Polaków. Golinianie nie tylko obawiali się samych komunistów, lecz również powrotu Niemców. Obawy te nie były bezpodstawne. Niedługo po zajęciu miasta do Goliny wjechało parę ciężarówek, wypełnionych niemieckimi żołnierzami. Niemcy ci prawdopodobnie nie byli świadomi tego, że Golinę opanowali wcześniej sowieci. Doszło do drobnej potyczki pomiędzy hitlerowcami a sowietami, w wyniku której życie straciło parę osób. Ostatecznie około 400 Niemców poddało się. Przetrzymywano ich przez jakiś czas w oborach pana Przygodzkiego. Los jeńców był jednak z góry przesądzony. Pewnego dnia zaprowadzono ich na przedwojenne targowisko nad okopy, gdzie zostali podzieleni na grupy liczące po dwadzieścia osób. Do rozstrzelania przydzielano, do każdej z tych grup, po czterech rosyjskich żołnierzy, z których każdy zabijał po pięć osób. Wśród zamordowanych znalazł się również niemiecki burmistrz Goliny. Te wstrząsające wydarzenia były nie lada „atrakcją” dla lokalnych mieszkańców, jak również dla ukrywających się w okolicy Żydów. Doświadczeni sześcioma latami niemieckiego terroru z chęcią obserwowali egzekucję niedoszłych oprawców. Proszący o odzienie otrzymywali od Rosjan wygodne i ciepłe ubrania należące wcześniej do Niemców, którzy byli zmuszani do pozbycia się ich jeszcze przed własną egzekucją.
W styczniu 1945 r. Kazimiera Balcerzak przybyła do gospodarstwa na Moczadłach. Była tam świadkiem pospiesznej ewakuacji Mezmerów (?) – rodziny rumuńskich Niemców, którzy przejęli gospodarstwo po Balcerzakach. Gdy Mezmerzy wyruszyli ze swoim dobytkiem w stronę Szyszłowa Kazimiera Balcerzak weszła do dawnego domu. Znalazła w nim duże ilości pozostawionego jedzenia, żywe zwierzęta gospodarskie oraz spotkała swojego dawnego komornika – Bronisława Jakubowskiego, pracującego do niedawna dla niemieckich gospodarzy. W ten sam dzień przyszło jeszcze trzech innych Polaków. Powiedzieli, że służyli wcześniej u Niemców i byli z nimi ewakuowani. Poprosili o schronienie do czasu przejścia frontu.
Następnego dnia na Moczadła przybył syn Kazimiery - Franciszek. Po jego przyjściu Kazimiera Balcerzak kazała, ukrywającym się w gospodarstwie chłopom, zabić pięć ocalałych świń. Mięso schowała później w słomie, a część dała synowi z poleceniem dostarczenia go dla reszty rodzeństwa i dla jego ojca, nadal przebywających w Golinie. Wręczyła mu również świeżo upieczony chleb. Gdy Balcerzak wrócił do Goliny radość pozostałych członków rodziny była niewyobrażalna. Po raz pierwszy od kilku lat mogli najeść się mięsem do syta.
Kazimiera Balcerzak z wnuczką (zdjęcie z 1950 r.)
Źródła:
- Relacja ustna Andrzeja Balcerzaka z Melbourne (Australia), oparta na nagranych wspomnieniach jego ojca Franciszka Balcerzaka, zebrana przez Łukasza Rewersa w sierpniu 2021 roku.
- Zdjęcie należące do rodziny Andrzeja Balcerzaka.
Komentarze