Reklama

W Żabikowie „przywitała” ją kałuża ludzkiej krwi

Jadwiga Dryjańska (urodzona w 1925 r. w Wierzbinie, gmina Lądek, pod Koninem) jest najstarszą żyjącą nauczycielką mieszkającą na terenie Kazimierza Biskupiego.


Oprócz trudów długoletniej pracy w szkole podstawowej w Kazimierzu Biskupim, boleśnie, na własnej skórze, doświadczyła również piekła II wojny światowej. Pani Jadwiga dobrze pamięta 1 września 1939 roku, mimo upłynięcia od tego wydarzenia ponad 80 lat. Wspomina, że w tym dniu, gdy rodzice wrócili z targu, jej mama stanęła na wozie i krzyknęła: ”Wojna!”. To był dla niej wstrząs, który praktycznie trwał aż sześć lat.

Oczywiście nie minęło dużo czasu, gdy terminem „wojna”, pani Jadwiga zaczęła określać pojawiające się eskadry myśliwskie lecące na Warszawę, pierwsze wrogie kolumny wojskowe oraz okrucieństwo okupanta, które tak dotkliwie odczuła. Już w styczniu 1940 r. zabrano ją z domu rodzinnego do pracy na roli u gospodarzy niemieckich we wsi Kowalewo. Następnie pracowała, blisko przez rok, jako pomoc domowa w Słupcy, by potem znowu pracować u hitlerowskich kolonizatorów w Plewiskach. W tym nowym dla niej miejscu musiała co dzień zajmować się krowami, świniami, a dodatkowo sprzątaniem, praniem, gotowaniem dla dzieci gospodarzy oraz pracą w polu. Nie mogąc znieść ciężkiej pracy uciekła z tego gospodarstwa w lutym 1944 roku. Niestety, nie mogła na długo nacieszyć się odzyskaną wolnością. Aresztowano ją w Słupcy, a następnie przewieziono do Poznania na brutalne śledztwo. Po skończonym dochodzeniu osadzono ją na trzy tygodnie w obozie karno-śledczym w Żabikowie. Nie był to oczywiście obóz na miarę Auschwitz-Birkenau, ale mimo to dochodziło tam do wielu okrucieństw. Jak wspomina pani Dryjańska, po przybyciu na miejsce osadzenia „powitał” ją widok dużej kałuży krwi mężczyzny, który został zabity, tylko dlatego, że się rozglądał po obozie... To nie był koniec koszmaru. Ulokowano ją w pomieszczeniu, w którym przebywało 50 kobiet. Brakowało prycz, a co najgorsze: na cały blok więzienny przypadało tylko jedno nieopróżniane wiadro dla załatwiania potrzeb fizjologicznych. Zdarzało się, że te osoby, które z powodu braku miejsca musiały spać na podłodze, bardzo często budziły się we wylanej zawartości kubła. Pani Jadwiga na szczęście znalazła wolne miejsce do spania na stole.

Jak wspomina pani Dryjańska co rano więźniowie musieli ustawiać się w dwóch kolumnach. Ludzie z pierwszej kolumny szli do ciężkiej pracy na polu, a druga do trochę lżejszej i bezpieczniejszej pracy w Cytadeli w Poznaniu. Tam też po kilku dniach zaczęła pracować p. Jadwiga, wynosząc z lochów stare obuwia, które Niemcy ładowali do samochodów, a następnie nad Wartą przerzucali je do barek. W miejsce butów przywożono broń i amunicję.

Niedługo potem p. Dryjańską skierowano na 12 hektarowe pole, gdzie pracujący osadzeni byli brutalnie bici przez Niemców.

Śmierć w Żabikowie była obecna każdego dnia. Co dzień wynoszono z baraków od trzech do czterech ciał. Kostusze nieodłącznie towarzyszył oczywiście głód. Obozowe śniadanie składało się tylko z czarnej kawy, obiad z małej ilości warzyw, a kolacja z jednego kawałka chleba grubości 2,5 cm.

Po trzech tygodniach koszmar się skończył. Pani Dryjańska opuściła obóz, jednak ciężko zachorowała na płuca. Mimo to udało jej się przezwyciężyć chorobę.

Po wojnie, w 1946 r. w Słupcy, ukończyła trzecią klasę gimnazjum handlowego; w tym samym roku rozpoczęła pracę nauczycielską w szkole podstawowej w Kazimierzu. W 1957 r. zdała maturę, a w 1967 r. zakończyła studium nauczycielskie.

 

Autor: Łukasz Rewers

Źródła:

- Wojciech Jamroziak, Marian Olszewski, Pamiętniki ocalonych. Wspomnienia więźniów hitlerowskich miejsc

kaźni w Wielkopolsce, Poznań 1983, s.142-145;

- Zdjęcie pochodzi z archiwum rodzinnego państwa Dryjańskich z Kazimierza Biskupiego;

- Relacja ustna Jadwigi Dryjańskiej zebrana przez Łukasza Rewersa w listopadzie 2020 roku.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości